Łódzkie Czyta

Cytaty z Reymonta

 1

 

[Kraków, po 13 II 1907]

 

 

Z głębin niedoli wołam,  z odmętów  niepokojów.   Dnie są wiekami! Jestem pijany wspomnieniem, pijany na wieki. O duszo moja serdeczna, o przyjacielu mój. Wspominam o Tobie i nowy żal mnie ogarnia, żal nieopowiedziany, żal  gorący  jak  ogień.  I  nie  ma  rady! Nie ma ratunku. Śniłem cudny sen, a stała się bolesna rzeczywistość. To są  bezładne  krzyki  duszy.  Może  jutro, może później zdołam coś więcej zrozumieć nad ból, dzisiaj jestem tylko  cierpieniem i chaosem. Wyjeżdżałem jak na śmierć, bom poczuł, co tracę. I Twoje łzy widziałem, padły mi na serce i  przepala ją  do dna - ale są pokrzepieniem,  są mi komunią na życie.

Jak mi strasznie źle, jak źle.

Ale Ty pomyśl  o mnie  niekiedy.

Nic mi żądać nie wolno, więc proszę tylko o wspomnienie. Szaleństwo mnie ogarnia. Wróciły wszystkie sny o szczęściu. (…)

 

 3

 

[Warszawa]  sobota,  16 III  (19]07 Dopiero  dzisiaj  jestem   w  stanie  zebrać  myśli.  Cały ten tydzień, od poniedziałku, od chwili odebrania listu Pani, chodziłem  nieprzytomny, nie mogłem myśleć i ·nie bardzo wiedziałem, co się ze mną dzieje . Straszną przeżyłem ,chwilę, nieopowiedzianą.

Nie mam prawa mówić  Pani po  imieniu,  ale  teraz, w tej chwili, bierę sobie sam to prawo, bo to godzi­ na spowiedzi ciężkiej, a może ostatniej.

Żądasz szczerości, dobrze, ,obnażę swą duszę przed Tobą, wyspowiadam się  do  dna,  ale  nie  ulęknij  się burzy i piekła. Mam piekło w sobie. Mam teraz poczucie takiej lodowatej samotności i nędzy, takiej  pustki, że to nie  opowiedzieć. (…)

Kocham Cię! Wierzę Ci! Ubóstwiam Cię z serca! Oto są moje grzechy główne i jedyne, i oto są źródła moich nieszczęść a Twoje j srogości. Wando! Duszo mojej duszy, Przyjacielu Jedyny i Kochanko Wyśniona . Nie, nie umiem pisać, łzy zalewa ją mi oczy i przepełniają serce, że chciałbym w tej chwili być przed Tobą i  nic  nie  mówić,  a  tylko  oczami  żebrać  zmiłowania. (…)

 

Poznałem Cię bliżej i niepokój mną zatargał. Broniłem się, jak mogłem. Na nic się zdało. Twoje oczy przykuły mnie do, stóp Twoich. Ogarnęło mnie  uczucie pożarem nie ugaszonym. Byłaś łaskawą, słuchałaś mnie niekiedy, a Twoja słodycz, Twoja  piękność, Twoja  dusza brały mnie w niewolę na wieki. (…)

 

 12

 

(Miłosław) 1 [Warszawa],  31 XII  [19]07Nie  wiem,  od  czego  zacząć,  co  mówić  i  jak  sądzić. Noszę  Pani list od soboty  i czytam go codziennie,  czytam  go bez  przestanku,  i nie  mogę  się  nim  dosyć  na­ cieszyć, ale nie potrafię stłumić jakiegoś  dziwnego,  bolesnego smutku.

Będę odpowiadał kolejnie, żeby nie stracić równo­ wagi i żeby  znowu  nie  wzbudzić  w  Pani  podejrzeń o przesadę i egzagerację.

Otóż, co do  mojego  tonu,  a  który  Panią  nieco  razi: to nie mój literacki ton, a mój ton zasadniczy, człowieczy, jestem  bowiem  z  tych,  którzy  jeśli  coś  czują, to  całą  potęgą,  jeśli  kochają,  to  już  całym  huraganem, a jeśli się oddają, to już całe  życie kładą w  miłość czy ideę. Otom taki w swoje j treści najgłębsze j. Mogę być zimnym i lodowatym albo rozpalonym  jak bolid lecący. Cóż zrobię, kiedy nie umiem się miarkować. Pracowałem już nieraz nad sobą i na  próżno. Moja wybuchowa szczerość, moje ekstatyczne  miłowania, moje uczucia - są mi  nieprzyjaciółmi  bardzo często i często płata ją mi ciężkie figle. (…)

W grzechach, w błędach, w wahaniach i walce objawia się dostojność duszy bardziej niźli w martwych, często automatycznych tzw. cnotach. Łatwo  nie  grzeszyć temu, kto nie jest narażony  na  pokusy.  A  cnotą  nie jest bierność, tylko walka. Tylko  w walce,  w  szukaniu swego ja - rodzi się dusza i staje się nieśmiertelna.

 

A miłość prawdziwa, bo zresztą  nie  ma  innej,  nie jest człowieka grzechem, nie jest zbrodnią, jest koniecznością. Nie widzę, po co by żył człowiek, gdyby nie kochał. Życie byłoby głupstwem i farsą bezmyślną. Aforystycznie formułuję swoje patrzenie, ale tak jestem wzruszony w tej chwili. Zdaje mi się, że  mówię z Panią, że Pani tu gdzieś blisko unosi się przy mnie, widzę nawet niekiedy przymglone, zasłuchane, cudne oczy, widzę uśmiech, czuję Panią przy sobie i dlatego zniżam głos i mówię cicho, a niekiedy milczę i tylko patrzę, a wiem, że Pani mnie  słyszy  i rozumie, i nieco współczuje. (…)

 

Bo  dwoje ludzi, a nawet dwie miłości nie mogą  żyć  ze  sobą zamknięci w klatce musów i konwenansu - muszą się bowiem  w  /końcu   zagryźć   głupimi   codziennościami. Dwie dusze mogą być jak ptaki wolne  obok  siebie, szybujące ku słońcu. Opadają, gdzie chcą, i  lecą,  gdzie chcą,  i  pragną  się,  kiedy   chcą.  Żyją   razem,   a   każda ma  swój  lot,  żyją  dla  siebie   nie   przepadając   w   sobie  - kochają  - oto  tajemnica,   bo  nie   jest   sztuką być  kochanym,  tylko  kochać  samemu,  kochać  nie  siebie w kimś, ale tego kogoś dla  niego  samego,  bez­ względnie    i   bezinteresownie.

Już kończę,  już,  przepraszam  za  ględzenie. (…)

 

Całuję  ręce  drogie, całuję  przyjacielskie  ręce,  i chylę  się  do  stóp,  i  proszę  głęboko  o  ździebko  pamięci uczucia.

 

Wierny

Wł.

 

Źródło:

Władysław Stanisław Reymont, Listy do Wandy Toczyłowskiej z lat 1907-1912, opracowała Barbara Koc, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 25, 30-31, 63-66.

Uwaga: Oznaczenia w nawiasach kwadratowych [...]  pochodzą z cytowanej książki.  Ponieważ cytujemy fragmenty listów, nawiasami okrągłymi (...) zaznaczyliśmy pominięcia w tekście.

Zapraszamy do lektury całości listów Władysława Stanisława Reymonta zwartych w książce „Listy do Wandy Toczyłowskiej” w opracowaniu Barbary Koc.

 

 

 

  1

 Środa, 4 IV 1900 r. [Hotel] Saski

 

Utęskniona, Jedyna!

W tej chwili odebrałem telegram.

Więc nie, więc nie! Nie, nie mogę uwierzyć, nie mogę, że Ciebie tutaj nie ujrzę, że nie spełnią się moje najgorętsze pragnienia! Boże, a co ja już wymarzyłem o tej chwili spotkania się z Tobą, jak ją sobie czyniłem cudowną i szaloną...

A teraz, teraz wyć mi się chce z wściekłości na los i na samego siebie. O moja, o straszna, o cudowna moja Pani, Demonie mój - czemu Cię tutaj nie ma, czemu? Wypełniłbym pocałunkami całe życie, zabrał życie to na zawsze, przepalił tym ogniem, który mnie przetapia i tak pali! tak pali!

Czemu?... Czemu!...

(…)

Nie wiem, co piszę, bo udręczenie roztrząsa mnie i tak gryzie, tak strasznie gryzie...

A jeśli Ty nie możesz, to ja przyjadę, co? Na kilka godzin, po cichu zupełnie, przejdzie wieczór u Ciebie, a rano wyjadę. Nikt nie będzie widział, mogę wysiąść w Poroninie i stamtąd też wyjadę rano - a całą noc przesiedzimy - chcesz? Nie bój się, nic o tym wiedzieć nikt nie będzie. A może jeszcze będziesz mogła przyjechać, chociażby w piątek lub w sobotę?...

Wczoraj, kiedyś odchodziła ze stacji, widziałem Cię jeszcze długo, długo, tam za parkanem i myślałem, że umrę, taki mnie żal porwał! Ach, nie móc nic mówić, nie móc Cię nawet pożegnać! A teraz nigdy, nigdy sobie nie daruję, że nie byłem u Ciebie w poniedziałek.

Chodziłem ze trzy razy przed domem i wejść nie mogłem, bałem  się, zdało mi się, że jeśli wejdę, to nie znajdę już sił odejścia, oderwania się od  Ciebie…

Zwariowałem zupełnie, zupełnie - o Ty straszna, otrułem się Twoimi pocałunkami. Kocham Cię i umieram z pragnienia, ze straszliwego pragnienia Ciebie, Ciebie…

(…)

A tymczasem biorę Cię w ramiona, okręcam się i całuję, całuję całą mocą pragnienia, tęsknoty, miłości! Całuję oczy, czoło, usta, ramiona - czujesz, jak Cię palą moje usta? Och, głodne, śmiertelnie są głodne Ciebie. Całuję aż do szaleństwa, aż mnie odepchniesz lub zginiemy w rozkoszy i wypijemy sobie dusze!

Boże! A Ciebie nie będzie, nie przyjedziesz!

Napisz, moja, moja, moja!

Całuję  Ci ręce,  każdy  palec,  każdy  - i ramiona, i  piersi - i całą, całą…

Daruj mi ten list, przebacz. Widzisz, oszalałem przez Ciebie, oszalałem. Płonę jak pochodnia, jak stos. Kocham Cię…

Twój Wł.

 

 3

 

Warszawa, Piątek, 20 IV 1900 r.

Hotel Europejski

 

Moja! Myślałem, że może chociaż dzisiaj dostanę słówko od Ciebie - czekałem listowego ze drżeniem, liczyłem sekundy, no i nic nie przyniósł, nic. Już teraz nie rozumiem, co się stało? Na moje dwa listy ani jednego słowa odpowiedzi, dlaczego?

Ach, to „dlaczego?" tak mnie męczy,  tak  męczy - tym bardziej, że jeszcze leżę, jeszcze chory jestem. Już się cała ohydna influenca przewaliła, pozostało tylko takie osłabienie i brak sił, że nie podnoszę się z łóżka.

Wyobraź sobie, moja kochana, leżę dnie całe samotnie w hotelu, a Ty nawet nie piszesz.

Czy się gniewasz na mnie, Przesłodka?

Możeś się obraziła ostatnim listem? Widzisz, już byłem chory, pisałem go na pół przytomny, więc może co napisałem takiego… Może, mówię, bo nie wiem, a jeśli tak, to Cię przepraszam całą duszą…

(…)

Ach, gdybyś mnie znała bliżej, gdybyś mnie znała - to nie mogłabyś się gniewać, bo wiedziałabyś, co się dzieje teraz we mnie. Ty nie wiesz, że w noce bezsenne, w te długie noce i straszne wołam do Ciebie, wołam, wyciągam ramiona, przyzywam jako ratunku i zmiłowania!...

A Ciebie nie ma, nie ma!

Dziwne, bardzo dziwne to wszystko, co nas złączyło!

Błyskawicowe czy piorunowe? - Chyba jedno i drugie, bo równie olśniony jestem, jak i spalony! Spalony, słyszysz? Spalony! I nie potrafię zapomnieć nigdy, nigdy tych chwil tam, pamiętasz? Na ich wspomnienie szaleję - szaleństwem cichości i kontemplacji - a przeszło, przeszło, a tylko trwa we mnie, trwa w żywej pamięci, trwa w nerwach! Och, Ty cudna, Ty straszna siło, powiedz, czy myślisz kiedy o mnie?

Powiedz, czy pamiętasz jeszcze? Powiedz, czy kochasz mnie trochę?

Przez dusze ludzkie przechodzą często huragany niszczące, otóż Ty, Ty to mój huragan, ale huragan zbawczy.

Daruj, że tak piszę, ale piszę w łóżku, nie bardzo więc władam rękami, tyle tylko jeszcze napiszę, że Cię błagam, błagam o słów kilka - jeśli pisać do mnie zechcesz. A jeśli  zechcesz, to pisz dużo, dużo i o wszystkim. I zaraz, zaraz…

W Warszawie będę jeszcze dotąd, dopóki nie wy­ zdrowieję zupełnie.

A   tymczasem   całuję  Ci  ręce   cudne,  całuję   te straszne, te cudne usta, ramiona, biodra  […]

Kocham Cię. Kocham, pamiętam - czekam… Odpisz.

Twój Wł. St.

5

 

 

Warszawa [?], kwiecień 1900 r.

 

[Brak początku listu]

[...] nie zdołam Cię zapomnieć, że nigdy nie wyjdzie mi z pamięci to, co nas złączyło tak dziwnie, nigdy.

Ja jeszcze nie wiem, dlaczego to wszystko się stało, wiem tylko, że gdy myślę o Tobie, a często myślę, mam serce pełne czułości, wdzięczności i niezapominania; wiem tylko, że Ty dałaś mi poznać przedziwną słodycz kochania tak bezinteresownego, tak dziwnego, jak może nigdy w życiu. Nie umiem się wypowiedzieć, ile dobrego sprawiły mi Twoje listy, jak mnie rozrzewniła do głębi dobroć Twoja - i ile przyczyniłaś się do szybszego wyzdrowienia mojego.

(…)

Zdrowszy jestem znacznie, o tyle nawet, że w niedzielę już z pewnością wyjadę na wieś – tam będzie mi na  pewno  lepiej, ciszej, spokojniej. [...]

[...] czytać je będziesz.

Moja Najdroższa, daruj, że Ci jeszcze nie przysyłam swoich książek; zwłoka z powodu choroby nastąpiła. W tych dniach będziesz je miała równocześnie z kwiatami do J. i do Ciebie, urzędownie, Kochanie. Czyś myślała o Włochach na zimę? Pamiętasz mój projekt? Utwierdził mnie jeszcze w tym marzeniu znajomy mój jeden, który całą zimę przesiedział pod Nervi i jest oczarowany i bardzo uzdrowiony pobytem tam. Ale o tym mówić jeszcze będziemy  […].

[...] jechać do Wiednia, obie miejscowości są dla mnie jednako wygodnymi do dalszej jazdy do Paryża.

Ale z tą jazdą zwlecze się jeszcze dosyć czasu, ponieważ postanowiłem posiedzieć na wsi dłużej, aby się podreperować pod wielu względami - tak że chyba pojadę dopiero w czerwcu. Pozbyłem się już wielu wystawowych zobowiązań, aby tylko móc pozostać dłużej w kraju. W niedzielę jadę i liter[al]­ nie zagrzebuję się w robocie - zobaczysz wkrótce rezultaty.  [...]

 

 

Źródło:

Władysław Stanisław Reymont, Miłość i katastrofa. Listy do Wandy Szczukowej, opracował Tomasz Jodełka-Burzecki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978, s. 27-29, 32-34, 38-39.

Uwaga: Oznaczenia w nawiasach kwadratowych [...]  pochodzą z cytowanej książki.  Ponieważ cytujemy fragmenty listów, nawiasami okrągłymi (...) zaznaczyliśmy pominięcia w tekście.

Zapraszamy do lektury całości listów Władysława Stanisława Reymonta zwartych w książce "Miłość i katastrofa : listy do Wandy Szczukowej" w opracowaniu Tomasza Jodełki-Burzeckiego.    

 

 13

 

 

Wolbórka, czwartek, 28 VI [19]00 r.

 

Moja Droga! Dziękuję, bardzo Ci dziękuję za listy - wobec nich odczułem dopiero cały ogrom win własnych, win pochodzących z tego, że pozwoliłem Ci tak długo czekać na listy, że przeze mnie niepokoiłaś się i udręczałaś obawami. Ale to wszystko poszło stąd, że wyjeżdżałem i przeszło tydzień nie byłem w domu. Miałem kilka zaległych już od wielu lat wizyt i odwiedzin rodziny, więc złapawszy chwilę stosowną pojechałem – a że to okolice wszystkie daleko od poczt i kolei, więc odkładałem pisanie do powrotu. Raz  jeszcze  najserdeczniej  Cię  proszę o przebaczenie.

(…)

Moja Jedyna, to co słyszałaś znowu od Nelbarczyka [?], jest to kłamstwo - a raczej on powtarza jak papuga to, co mu tam ktoś z Warszawy donosi.

 

 

Wiem, kto to taki, i ani się dziwię, bo to znana z głupoty i plotkarstwa osoba. A że on powtarza, też się nie dziwię - toć to mały kretyn; bardzo utalentowany, bardzo poczciwy i dobry - ale kretyn. Nie znasz go, widzę! Zdziwiło mnie to, że wierzysz wieściom podobnym, że dajesz się obałamucać byle pogłoskom.

Moja słodka, pamiętaj o jednym, że ja nie mam żadnej racji. żadnej potrzeby  okłamywania  Ciebie! (…)

Moja słodka, musiałaś już się nasłuchać dosyć ujadań ludzkich na mnie, a usłyszysz prawdopodobnie jeszcze więcej. Ale cóż one znaczą? Czy mają koniecznie zawierać prawdę? Nie, tysiąc razy nie; zawierają plotkę bezmyślnie powtarzaną, zawierają zawiść, zawierają fakty poprzekręcane - jednym słowem: pył.

„Żebyś była czystsza jak śnieg, nie ujdziesz potwarzy" -powiada  Hamlet.

To, co było prawdą za jego czasów, jest u nas, w Warszawie i w Polsce całej, prawem - nieubłaganym prawem, płynącym z próżniactwa całego społeczeństwa. A przy tym ja nie umiem żyć tym zwykłym, brudnym życiem, nie umiem się naginać do jego form; mam w głębokiej pogardzie stadowe  prawa (…)

Ja sam wiem dobrze, co mówią o mnie, co za potworne plotki mnie otaczają.  Śmieję  się  z  nich, ale chwilami ogarnia mnie takie zniechęcenie do ludzi, że uciekłbym na inną półkulę i rad zapomniał, że mam gdzieś współrodaków.

A przy całej swojej małości pocieszam się tym, że znacznie ode mnie więksi byli tak samo prześladowani, tak samo tropieni!

Niechaj się bawią! Dotychczas są to czepiania osobiste, a wkrótce będzie gorzej, bo rzucę kilka książek, w których tak obedrę ze skóry pewne warstwy, tak je wystawię pod pręgierz, tak wysmagam i opluję - że wtedy dopiero wyć będą!

(…)

Kończę. Całuję Ci ręce i te usta cudne, i ramiona, i wszystko, wszystko. Zjadłbym Cię. Do widzenia, Moja. Do widzenia!

Twój chłopak

 

17

 

Warszawa, 16 VII 1900 r., poniedziałek Adres tymczasowy: Szpital Praski, Warszawa

 

W łóżku piszę, więc daruj, że tak niezdarnie, ale ledwie jeszcze władam rękami.

Depeszę odebrałem dzisiaj w nocy. Myślałem już przedtem, aby Cię uwiadomić, że żyję, no i że żyć będę, ale zupełnie nie miałem sił przez te trzy dni pierwsze po katastrofie. Ale się nie martw, obiecują, że za dwa tygodnie wstanę. Jestem tylko lekko poraniony i mocno potłuczony. A wypadek był straszny swoją grozą, że wyszedłem żywy - to cud prawdziwy. (..)

Ale bądź spokojna. Nie mogę pisać więcej„. Na­ piszę  później,  gdy będę  miał  trochę  więcej  sił.

Napisz, napisz. Do widzenia. Całuję Ci ręce. Do widzenia.

 

Wł. St. R.

21

 

 

Warszawa, niedziela, 26 VIII  1900 r.

 

Wanda!

Za kwiaty, które już parę tygodni temu dostałem, a zaraz po adresie wiedziałem, że to od Ciebie, dziękuję Ci bardzo.

(…)

O,  nie,  pieniędzy  teraz  mi  nie  potrzeba.  Ale  za . Twoje  dobre i życzliwe  chęci dziękuję  Ci całą duszą.

A ja jeszcze wciąż  jestem  w  szpitalu,  ale mam go już tak dosyć, że z niecierpliwością oczekuję na pasport.   Otrzymawszy  go  wyjadę   natychmiast.

Odwozi  mnie  i  pozostaje  ze  mną  Lange  poeta i jedna z sióstr moich.  Jadę na  pobrzeża  Adriatyku, bo tam będzie cicho  i  spokojnie,  a  zdaje  mi się, że tam wyzdrowieję rychło. Prawdopodobnie zamieszkam na Lido obok Wenecji. Będę miał kąpiele morskie i różne  zakłady  lecznicze  przy sobie, a miasto, które bardzo lubię, o dwadzieścia minut drogi.  (…)

Do wszystkich moich nędz, z tej katastrof y płynących, przyszła nowa - miałem bardzo potłuczone nogi, pókim leżał, dokuczały mało - ale teraz, gdy chodzić zacząłem, pokazało się, że w stawach kolan porobiły się jakieś wysiękowe historie. Jeśli się to rozszerzy – to nie chcę już myśleć o tym.

(…)

Z Wenecji napiszę.

A gdybyś chciała  napisać  tam  do mnie?

Napisz: Poste-Restante  Zakopane, a później przyślę Ci szczegółowy adres. Do widzenia.  Całuję  Twoje  dobre ręce  całą najgłębszą przyjaźnią i życzliwością.

Szczerze  oddany

 

Wł.  St. R

 

23

 

 

 

Kraków, 27 XI [19]00 r.

 

Pani  Wando.

Tak zaczynam, bo rozumiem, że już  mi  inaczej nie wolno, że nie powinienem. Zresztą, robię tak, jak Pani chciała - to jest postępuję  szczerze. I polegając właśnie na szczerości czuję, że nigdy nie możemy pozostać obcymi dla siebie - prawda?

Jest coś większego i trwalszego od miłości - to jej forma wyższa: przyjaźń. Ta, jeśli sami nie zdusimy w sobie, nie zabija nic - trwa, jest.

Ale  nie będę  o tym  się rozwodził.

Przepraszam całym sercem, że milczałem tak długo. Nie ma Pani pojęcia, jak mi jest trudno pisać, jak mi jest szalenie trudno zebrać się na czyn jaki - jestem bezwładem woli tak przygnieciony jak głazem.
(…)  za dwa tygodnie muszę być na tydzień cały w Warszawie, muszę się tam poddać ekspertyzom lekarskim, chcę tę sprawę moją skończyć  jak najprędzej, aby móc potem zamknąć się w jakim zakładzie i uleczyć się lub umrzeć.

(…)

 

Źródło:

Władysław Stanisław Reymont, Miłość i katastrofa. Listy do Wandy Szczukowej, opracował Tomasz Jodełka-Burzecki, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1978, s. 63-66, 74, 82-83, 86-88.

Uwaga: Oznaczenia w nawiasach kwadratowych [...]  pochodzą z cytowanej książki.  Ponieważ cytujemy fragmenty listów, nawiasami okrągłymi (...) zaznaczyliśmy pominięcia w tekście.

Zapraszamy do lektury całości listów Władysława Stanisława Reymonta zwartych w książce "Miłość i katastrofa : listy do Wandy Szczukowej" w opracowaniu Tomasza Jodełki-Burzeckiego.    

 

 

 Zapraszamy na konkurs


Partnerzy


 




Najbliższe wydarzenia

26 Maj. 2017, piątek, godz.: 18:00
Wystawa fotografii Jolanty Łużyńskiej "Światło kontra cień" w Sieradzu
30 Maj. 2017, wtorek, godz.: 18:00
Spotkanie autorskie z Jackiem Cyganem w Złoczewie
31 Maj. 2017, środa, godz.: 17:00
Spotkanie z prof. Borysem Sokołowem w Łodzi
31 Maj. 2017, środa, godz.: 18:00
Spotkanie z Katarzyną Bzowską-Budd w Sieradzu
8 Cze. 2017, czwartek, godz.: 14:00 - 18:00
Warsztaty animacji poklatkowej w Łęczycy
9 Cze. 2017, piątek, godz.: 14:00 - 18:00
Warsztaty animacji poklatkowej w Łęczycy
9 Cze. 2017, piątek, godz.: 18:00
Spotkanie z Miłoszem Brzezińskim w Sieradzu
10 Cze. 2017, sobota, godz.: 10:00 - 14:00
Warsztaty animacji poklatkowej w Łęczycy